Lech Terpiłowski w swojej przedmowie do płyty Pani Lucyny Arskiej „Na Cygańską Nutę” tak napisał: „…Obserwując dzisiaj jak z dnia na dzień Cyganie podlegają procesom asymilacji, stając się społecznością osiadłą i stateczną, aż trudno sobie wyobrazić, że kiedyś byli uosobieniem rozwichrzonych wędrowników. Ech, gdzie te czasy, gdzie niegdysiejsze romanse cygańskie… Któregoś dnia przyjdzie nam chyba uwierzyć piosence, że istotnie – prawdziwych Cyganów już nie ma. Że pozostała jedynie barwna legenda i zachowane w piosence już tylko, kolorowe rekwizytorium cygańszczyzny. Z jej taborami, ogniskami, wróżbiarstwem i fantastycznymi opowieściami o napawających dreszczem zwyczajach i obyczajach tej nacji, stanowiącej niegdyś jakże wdzięczny temat dla autorów powieści odcinkowych w gazetach: bez bogatego panicza, porwanego dziecka przez Cyganów, powieść taka była nieważna.
Przecież nie tylko bulwar żył z folkloru cygańskiego. Karmili odbiorców egzotyką taborową także i twórcy cieszący się estymą w narodzie. Sama tylko „Chata za wsią” Kraszewskiego posłużyła za kanwę libretta operowego paru kompozytorom, w tym Noskowskiemu i samemu Ignacemu Paderewskiemu („Manru”). Dusznym dramatom sekundował na scenie operetkowej Straussowski „Baron Cygański”, a w biedermeierowskich salonikach panienki z dobrych domów wygrywały na fortepianach smętne romanse cygańskie: te oryginalne, którym wdzięku szczególnego przydawał Aleksander Wertyński, i te produkowane seryjnie w teatrzykach lat międzywojennych przez niezmordowaną Zofię Bajkowską dla Stanisława Ratolda, Karola Hanusza i słynnej naszej grand romansistki, Serafiny Talarico.
Ale to już wszystko brzmi, jak opowieści zza światów. Póki, więc jeszcze folklor cygański do reszty nie roztopił się w magmie kultury bieżącej – korzystajmy z okazji posłuchania starych romansów z nowymi słowami. Śpiewa je z nieukrywanym sentymentem i upodobaniem gatunku, LUCYNA ARSKA. I choć śpiewa bardzo różne piosenki, koncertując w kraju i poza granicami (Paryż, Bruksela, Amsterdam, Kanada, USA), najlepiej czuje się w repertuarze romansowym, gdzie sentymenty, nastrój zadumy i sekretne cygańskie smutki panują, gdzie tamburino podzwania i pod wtór skrzypiec „marzenie dzwoneczkiem ucieka”… Chwytajmy je, więc, póki jeszcze uchwytne, póki „Oczy czarne” mają ten swój nieodgadniony blask nad przeboju kilku epok…”
http://w127.wrzuta.pl/audio/36pqNSnIkWs/05_sciezka_5 Oczy czarne
Czytając wywiady z Lucyna Arską znalazłam takie oto stwierdzenie:
„… Przylgnęła do pani etykietka jedynej w Polsce wykonawczyni romansów cygańskich, specjalistki w tym gatunku muzyki. Nie czuje się pani zaszufladkowana? Oto odpowiedź pani Lucyny: „…Zdaję sobie sprawę, że były ku temu powody, na moich płytach ukazywały się głównie romanse cygańskie, przeważnie z nimi jeździłam na występy zagraniczne wreszcie na koncertach w Polsce proszono mnie o taki repertuar. Nie dziwię się nawet, bo są to lubiane piosenki, a w Paryżu, na przykład, niezmiennie za nimi szaleją. Jest to jednak zaledwie część mojego repertuaru. Niemniej mogę powiedzieć, że przez cały czas nie wychodzę z kręgu pieśni i piosenek do tak zwanego kameralnego słuchania, gdzie ważna jest melodia i tekst, a nie rytm i nasilenie dźwięku. Ale wracając do romansów nigdy nie usiłuję udawać „prawdziwej” cyganki, śpiewam je od siebie.
http://w127.wrzuta.pl/audio/4F1EsRSlgYE/12_sciezka_12 Całuj
http://w127.wrzuta.pl/audio/4TH9Flg00J2/10_sciezka_10 Furtka
Pierwsze występy po ukończeniu szkoły miałam w Lublinie w Teatrze im. Juliusza Osterwy, tytuł przedstawienia „Warszawska Piosenka” w reżyserii Jerzego Rakowieckiego i Mariana Jonkajtysa, autorem przedstawienia był mój mąż Zbigniew Adrjański, kierownictwo muzyczne spektaklu sprawował Zbigniew Rymarz. Z Lublina dostałam angaż do Wrocławia występowałam z Wojciechem Dzieduszyckim i w Teatrze Rozmaitości. Później występowałam we wszystkich Estradach jeżdżąc po całej Polsce, następnie w variette „Wiosenne Perypetie”, które to przedstawienie było połączone trochę z cyrkiem ( zresztą brały dwa miśki, a jeden z nich w auli w Krakowie, nawet raz uciekł treserowi w stronę publiczności, ale nikomu nic się nie stało).
W tym czasie PAGART i niezmordowany Władysław Jakubowski organizował w Warszawie przeglądy dla impresariów z całego świata, ja już wtedy śpiewałam cygańskie piosenki i romanse i tak między innymi dostałam angaż i zaczęły się wojaże zagraniczne, trwające po kilka miesięcy, nagrałam też płytę, później następną długogrającą „Na Cygańską Nutę”, dużo tekstów napisał dla mnie mój mąż, który pisał pod różnymi pseudonimami jak Marta Bellan, Jacek Podkomorzy i Zbigniew Szczęsny. Zresztą dzięki temu dysponowałam dużym repertuarem w skład, którego wchodziły ballady, romanse, piosenki warszawskie.
Przygotowaliśmy razem z mężem piosenki Marleny Dietrich z filmu „Błękitny Anioł” z jej wielkim przebojem: „ Ja jestem tylko na to żeby kochać mnie i to się dobrze wie, i nic więcej”, który wykonywałam wzorując się, ale krótko, na tej artystce (stąd moje blond włosy). Występowałam w USA i Kanadzie wyjechaliśmy na wielkie tournée z panem Mieczysławem Foggiem.W programie jubileuszowym„Sentymentalny Pan” z okazji 50- lecia pracy artystycznej pana Mieczysława. W widowisku występowali: Lucyna Arska, Ewa Ulasińska, Karol Stępkowski, Wiktor Śmigielski i gościnnie zaproszony autor „Czerwonych maków” Feliks Konarski (Ref-Ren).Trzecie moje tournee amerykańskie odbyłam w reprezentacyjnym programie Pagartu i Jana Wojewódki „Pod polskim niebem, do którego scenariusz napisał Zbigniew Adrjański, tam występowałam z Agnieszką Fitkau-Perepeczko, Markiem Perepeczko, Martą Bochenek,Kazimierzem Wichniarzem, Ryszardem Adrjańskim i Zbyszkiem Rymarzem. Program reżyserował Marian Pysznik.
W moim repertuarze były też piosenki wojskowe, stąd nie można mnie zaszufladkować tylko do repertuaru romansów cygańskich. Pracowałam jeżdżąc i występując po całym świecie, z jednym wyjątkiem nigdy nie byłam w ZSRR, choć byłam we wszystkich państwach bloku wschodniego, w USA, w Kanadzie, a nawet w Japonii, w Europie zachodniej, to jakoś do ZSRR nie dojechałam a szkoda, ponieważ Rosjanie mają wybitnych wykonawców romansów cygańskich, tylko, że wtedy nie wypuszczali ich za granicę.
W Warszawie długo występowałam w „Podwieczorku przy mikrofonie”, spotkałam wielu aktorów, jak wiadomo wtedy mówiło się, że aktorzy tam trochę chałturzyli, jednak mogę powiedzieć, że ja bardzo się przykładałam do tych występów wychodząc z założenia, że jak cię widzą tak cię piszą. Byłam zawsze uczesana, ( o co było nietrudno, ponieważ moje włosy z natury się kręcą), ale też zawsze ubrana w strój najchętniej uszyty własnoręcznie przeze mnie. (O tych strojach, o szyciu, robieniu na szydełku i haftach napiszę w oddzielnym opowiadaniu, jak również za pozwoleniem pani Lucyny sfotografuję wszystkie suknie przygotowane przez nią na scenę). Dla mnie wskazówką, a także moim cicerone w zakresie estradowego emploi była Dalida, którą poznałam, była wytworna w każdym calu i bardzo zadbana.
Spośród artystów najmilej wspominam Kalinę Jędrusik przyjaźniłyśmy się bardzo, Barbarę Rylską, kiedyś dawno śpiewałyśmy w duecie występując na studenckich balach. Spotykałam się prywatnie i na scenie z Panią Hanką Bielicką, (która brała mnie do swoich programów) bo bardzo mnie lubiła. Koncertowałam z Marią Koterbską, Lidią Korsakówną, Kazimierzem Brusikiewiczem, Januszem Gniatkowskim, Urszulą Dudziak, Anną German, Wojciechem Dzieduszyckim, Emilem Karewiczem i Wojciechem Siemionem.
A wracając do miłych wspomnień roku 1962, studenci teatrzyku Rudy Kot w Gdańsku, zorganizowali konkurs piosenki, ja byłam wtedy jeszcze w szkole, ale pojechałam i brałam udział w czterech czy pięciu rundach eliminacji, to było śmieszne jak sobie dzisiaj pomyślę, bo ja wygrałam zajmując I miejsce, II miejsce zajął Czesław Wydrzycki wtedy po tym konkursie dopiero zaczął używać pseudonimu Niemen, a III miejsce zajął Piotr Szczepanik..”, nota bene jury pracowało pod przewodnictwem Franciszka Walickiego, ojca chrzestnego wielu kolorowych zespołów polskiego rocka…”
Pani Lucyna opowiada o sobie o swoim zamiłowaniu do wsi, do przyrody, o ich przenosinach na wieś, które miały dwa etapy, najpierw do Puszczy Białej, a później na wieś mazowiecką. Dzisiaj państwo Adrjańscy mieszkają w uroczym miejscu na wsi pod Warszawą, gdzie pani Lucyna swego czasu prowadziła gospodarstwo rolne. „Początkowo ludzie na wsi byli nieufni, z czasem polubiliśmy się i stąd wzięła się moja praca społeczna na rzecz mojej wsi. A problemów jak w każdej społeczności wiejskiej mamy dużo, zresztą bliskość Warszawy jest pozorna, a problemy poważne”. Na zakończenie pani Lucyna pokazuje mi wydawnictwo – Lucyna Arska przypomina, Romanse Cygańskie, w środku znajduję taką oto dedykację:
Ten skromny zresztą wybór romansów cygańskich, z mojego repertuaru, zamieszczonych w tym albumie, dedykuje przede wszystkim – moim wspaniałym autorom, kompozytorom i muzykom, z którymi współpracuję: Z. Kaszkurowi, Cz. Lubczy- Seniuchowi, W. Sieradzkiej Z. Rymarzowi, A. Seroczyńskiemu i L. Kozłowskiemu, który nagrał ze mną specjalna płytę pt. „Romanse i niuanse”- Lucyny Arskiej. A także znakomitym partnerom i śpiewakom, z którymi w repertuarze romansów cygańskich występowałam na scenie: M. Kawskiemu, J. Giżewskiemu, P. Thorowi, B. Krzywickiemu. Zanim do tego doszło wiele zawdzięczam profesorom: W. Wermińskiej, W. Brzezińskiemu, H. Skarżance, A. Janowskiej, K. Łubieńskiej i Ludwikowi Sempolińskiemu, który na egzaminie dla aktorów estradowych orzekł powinna pani śpiewać romanse cygańskie. Tak jak kiedyś Niuta Bolska, Iza Kremer i Serafina Talarico, zadumał się głęboko, wspominając widocznie dawne gwiazdy warszawskich kabaretów i café chantanów. Nie powiedziałam wtedy prof. Sempolińskiemu, na tym egzaminie aktorskim, że znam wiele pieśni i romansów cygańskich od Mojej Matki, Ciotek, Kuzynek. Im także należą się w tym miejscu specjalne wspomnienia. Ale najwięcej w dziedzinie romansów zawdzięczam
Mojemu Kochanemu Mężowi i Wiernemu Przyjacielowi na mojej artystycznej drodze, który dla mnie stworzył wiele specjalnych tekstów, programów i kabaretów z cygańską piosenką. Sam zresztą jak chce, to śpiewa te pieśni najlepiej na świecie. Tylko, że nie chce!
Tobie Zbyszku, dziękuję najbardziej!
Lucyna
Tak moi drodzy, w ten sposób pani Lucyna podziękowała swoim Bliskim i Najbliższym za lata współpracy, za tysiące kilometrów przejechane po świecie, za piękna muzykę i wspaniałe teksty tworzone dla niej.
A ja zapraszam wszystkich do jeszcze jednego spotkania z panią Lucyną, tym razem będzie o sukniach, strojach i o tworzeniu magii scenicznego emploi.
Wasza Jadwiga
26 października 2011 - 12:16
Wspaniale opowiedziana historia nie tylko artystki, ale przede wszystkim wspaniałego, skromnego człowieka. Docenić innych, umieć podziękować, spleść swoje osiągnięcia z pracą innych to ogromna sztuka. Dobrze, że o tym opowiedziałaś, coraz częściej zapominamy:)
Pozdrawiam. czekam na cdn.
26 października 2011 - 12:37
Przeczytałam jednym tchem. Lubię historie życia sławnych ludzi, chociaż tej Pani, ani jej dorobku nie znałam. Bardzo ciekawe i bogate życie, a Ty to tak zajmująco przedstawiasz, że aż żal, że już kropka. Czekam na cd. Pozdrawiam
26 października 2011 - 14:36
Prześliczna kobieta. Na tym zdjeciu gdzie jest oparta o krzesło po prostu cudna. I jak pięknie napisała o męzu, dla męża i w ogóle. Tyle wdzięczności jest w tych słowach, tyle emocji…
Prawdziwy talent. Dziś coraz rzadziej sie takie spotyka
Pozdrawiam serdecznie
26 października 2011 - 14:44
Czarnulo,
to zdjecie zrobiła Zofia Nasierowska która zmarła kilka tygodni temu, tak Lucyna jest na nim cudna i świetnie sfotografowana, a poza tym piękne emocje wyraziła w podziękowaniu,
j
26 października 2011 - 14:45
Azalio,
o ciekawych ludziach mozna pisac zajmujaco, bo sa wdzięcznym tematem, pozdrawiam
j
26 października 2011 - 14:47
Czesiu,
o ludziach wartościowych nie powinno sie zapominać, gdyż są oni jak wiśnie na torcie, wyjatkowi
j
26 października 2011 - 15:50
Co prawda o modzie ma być w następnym odcinku ale ja już chciałabym skomentować pierwsze zdjęcie, które pomimo upływu lat jest szalenie nowoczesne i na czasie! Zasługa i urody pani Lucyny, jej naturalności, stroju i również wyobraźni fotografika.
26 października 2011 - 16:19
Nietuzinkowa z niej kobieta:) I piękna….:)
26 października 2011 - 17:56
Beato,
jak miło, że to Ty wyłapałaś takie szczegóły, przecież sama tak pięknie fotografujesz,
j
26 października 2011 - 17:58
Hurghado35,
Dziękuję, smaki i smaczki o których napisałam to efekt wielu lat pracy pani Lucyny, czy wiesz, że nie tak dawno obchodziła 45 lecie pracy twórczej?
j
26 października 2011 - 18:25
Zmartwiłaś mnie śmiercią Zofii Nasierowskiej, nie wiedziałam, że odeszła. Ona potrafiła fotografować duszę ludzką.
26 października 2011 - 18:41
Fajne! Jak Wertyński- tyle, że nasz i taki ładniutki. Nawiasem, te dumki i romanse świetnie śpiewał też Święcicki, a i Michaj Burano bywał bardzo ( i faktycznie) cygański. Pisz Mentorko Ty nasza, pisz…Pozdrawiam.
26 października 2011 - 18:44
Beato,
nie wiedziałaś? to było w czasie gdy Ty walczyłaś o swoje zdrowie w szpitalu, nie chciałąm Ciebie martwić, Kobieto,
j
26 października 2011 - 18:46
Andrzeju,
a co tam Michaj Burano, ja tam zdecydowanie wolę nasza Lucynkę, a poza tym, Ty wiesz ile ja sama nowości się nauczyłam, tego nie wykładają na naszym AWFie,
j
27 października 2011 - 7:31
Z przyjemnościa słucham piosenek cygańskich.Sa melodyjne i łatwe do powtórzenia.Na pewno Cyganie zrobili duzy krok w kierunku asymilacji, nie mniej jednak małżeństwa mieszane sa zupełną rzadkością.
27 października 2011 - 9:02
Jadziu, mogę tylko podziękować za myślenie i serce.
27 października 2011 - 9:02
ula,
dobrze, że piosenki i romanse cygańskie są w modzie i mamy mozliwośc posłuchania,a poza tym powrót do czasów naszej młodości jest bardzo miły
j
27 października 2011 - 9:03
Beato,
jak Wiesz zawsze, tyle minionych fajnych zdarzeń nas łączy!!!
j
27 października 2011 - 9:08
A ile jeszcze przed nami???? Ja już najgorsze mam za sobą i latam po pięknych jesiennych parkach, co prawda aparat jeszcze małżonek ustawia pod dyktando a ja tylko naciskam spust. No ale zobacz co w niedziele zrobiłam – musimy razem pojechać do tego zamku! http://beatamoore.blogspot.com/2011/10/ghostly-scotney.html
27 października 2011 - 9:24
Beato,
piękne zdjęcia, nie mówię o zamku, bo on tez jest super, ale Ty masz power! ciesze się , że wracasz do zdrowia
j
27 października 2011 - 10:26
Jadziu, power to ja mam w tym gipsie. Jakbym się nim zamachnęła, żaden chuligan mi nie podskoczy! 🙂
27 października 2011 - 10:31
Nadal bardzo miło.Pozdrawiam.Jakub
27 października 2011 - 13:02
Panie Jakubie,
jak zdrowie?
j
27 października 2011 - 14:05
Ale dużo ciekawych rzeczy, dowiedziałam się, że p. Lucyna była związana z Lublinem 🙂 Zajmująca opowieść, i tyle nazwisk przypomnianych. No proszę, Czesław Wydrzycki pokonany przez p. Lucynę w konkursie! Ciekawostka warta zapamiętania.
27 października 2011 - 15:04
notario,
Jak miła ta wiadomość, taka sława pokonana prze Lucynę, piękna naszą panią Lucynę, która śpiewała zabójczo, dla mnie wiadomość była warta odnotowania,
pozdrawiam
j
27 października 2011 - 15:05
Beato,
najważniejsze jest dobre samopoczucia i wiara, że wszystko będzie ok,
j
27 października 2011 - 15:10
Jeszcze niezbyt dobrze.Ale przed chwilą znowu zabrali mi Babcię do szpitala.Uff.Pozdrawiam.Jakub
27 października 2011 - 17:45
Panie Jakubie,
życzę zdrowia dla Babci i dla Pana, proszę się trzymać, dobre nastawienie do życia jest już sukcesem
j
27 października 2011 - 18:37
Apetyt rośnie, niecierpliwie czekam na suknie, pozdrawiam serdecznie Ania T.
27 października 2011 - 19:29
Ania T.
suknie bedą w przyszłym tygodniu, też jestem ciekawa, zapraszam
j
28 października 2011 - 12:27
Twój talent do szperania i wynajdowania takich historii mnie poraża za każdym razem. Pozdrawiam serdecznie
28 października 2011 - 13:11
Heleno,
przecież powinno się pokazywać ludzi, którzy w zyciu dużo zrobili jak pani Lucynka, i dla mnie nie ma znaczenia, że było to jakiś czas temu, dla mnie ma znaczenie, że ta skromna osoba nie została upubliczniona w sieci, gdy ta sieć zaczęła hulać, stąd moje ciągoty do zaprezentowania pani Lucyny, bo nie można Jej odmówić ani urody ani talentu. A jeżeli podoba Ci się to co robię aby ocalić od zapomnienia, to się cieszę i dziękuję, pozdrawiam
j
28 października 2011 - 19:34
Piękny, głęboki głos. Z przyjemnością odsłuchałam załączone piosenki, samej nie udało mi się w YouTube nic odnaleźć. I wspomnienia pięknie spisane. Pozdrawiam Jadziu 🙂
28 października 2011 - 21:12
Eurydyko,
nie wstawiłam na you tube nic, tylko na wrzuta.pl, ale moje koleżanki maja mi pomóc włożyć piosenki na ten portal, bo inaczej ich nie znajdziesz, dlatego chciałam pisać o pani Lucynie i zapoznać z Jej głosem i śpiewem
pozdrawiam
j
28 października 2011 - 22:39
Nie wiem jak to się stało, że dopiero dzisiaj widzę drugą część, a przecież zaglądam, co najmniej raz dziennie:) Tyle ciekawostek, a do tego zajmująco napisanych. Gratuluję Jadwigo:)
29 października 2011 - 6:27
Krysiu,
rodorku,
nie wiem jak to możliwe, moze sądziłaś, że to jest część pierwsza, wszyscy są tacy zapędzeni, a ja przygotowałąm drugą część i teraz pracuję nad sukniami pani Lucyny, które pod koniec tygodnia bedą prezentowane, pozdrawiam
j
29 października 2011 - 11:40
Świetnie się czyta Jadwigo historie z życia Pani Lucyny. Jej podziękowania dla najblizszych mówią tak wiele…
pozdrawiam ciepło
czarnawrona – Basia
30 października 2011 - 20:10
Basiu,
tak, to prawda, ale czy wiele osób umie tak pięknie podziękować? pozdrawiam
j
24 listopada 2011 - 10:44
Christel,
Thank you very much. I am blogging two years, it sould look as easy work but is not, but I try do my best! for my rodders!
kind regards
j